-Co się stało?
-Był tu ten faceti żądał okupu,a ja powiedziałem,że żadnej kasy nie dostanie i niech oddaje moich kumpli.
-Co!!?? Chwila..Chwila.. Był tu ten facet co nas nachodził i żądał okupu za chłopców?
-Tak. No mniej-więcej.
-Ile chciał?
-100.000 na głowe.
-400.000? Nie no nie wierze... Powiedział gdzie mamy ten okup przynieś?
-Na ulicę Dickens'a 3847/2943
-Ok to powiemy to policji i oni tam pojadą.
-Dobry plan.
Wtedy Harry zadzwonił na policję i zawiadomił o zaistniałej sytuacji.Policja powiedziała,że już nie zajmuje się tą sprawą,a ostatnim razem mówili,że
jak mamy jakiś ślad to mamy dzwonić.Harry usiadł w fotelu i zaniemówił:
-Harry!Nie możemy się tym zamartwiać!Sami zajmiemy się tą sprawą.Ja tego tak nie zostawie.
-Amy,ubieraj się i jedziemy do "Zakazanej dzielnicy"
-Nie mam zamiaru tam wracać...
-Co?Byłaś tam sama?W nocy?ZWARIOWAŁAŚ!
-Nie ..poprostu chciałam Ci zrekompensować to,że ci dałam kosza...
-Nie dałaś mi kosza tylko chcesz poczekać jak chłopcy już tu będą.Rozumiem cię.
-Serio?Tak się cieszę.
Wtedy z radości objęłam Harry'ego.Później pojechaliśmy do "Zakazanej dzielnicy".Tym razem czułam się bezpieczniej bo był ze mną mój ukochany.
W jednym z okien zobaczyliśmy kremowy loczek Zayn'a.Próbowaliśmy dostać się do tego pomieszczenia,lecz było ono zamknięte na siedem spóstów.
Nagle naszła mnie dzika myśl:
-Znajdź coś ciężkiego i wybijemy okno.
-Dobra,ale musisz coś wiedzieć...
-Co?!
-To sklep z perukami.
-Aha...to...szukajmy dalej.
Wtedy poszliśmy dalej.Koło nas przechdziło wiele podejrzanych facetów.Jeden z nich miał w kieszeni chustkę.
-Amy!To chustka Louis'a!Dałem mu ją na urodziny!
-Serio?Chodźmy za nim.Może zaprowadzi nas do nich.
Przez 40 minut szliśmy za tym gościem.Nagle doszliśmy do opuszczonej fabryki.Tam był Lou przykuty do jednej z rur.
-Harry to Lou!
-Ale gdzie reszta?
-Nie wiem.Najpierw uwolnijmy Louis'a,a potem się zastanowimy.
Byłam taka zadowolona,że nie zobaczyłam wielkiego faceta,który nas zobaczył przez okno.Nagle facet wyszedł z fabryki.Uderzył Harry'ego prosto w twarz,
a ja zaczełam płakać i panikować.Natychmiast zadzwoniłam na pogotowie.Siedziałam przy nim całe dnie i noce.Także nie mogłam przestać
myśleć o biednym Lou.Lekarze nie dawali Harry'emu zbyt wiele szans na przeżycie.Postanowiłam wybrać się sama by uratować Louis'a.
Wiedziałam,że to może ostatni raz kiedy widziałam Harry'ego więc ostatni raz go pocałowałam.Łzy płynęły mi po policzku,lecz wiedziałam,że muszę to
zrobić.Szybko wybiegłam ze szpitala i złapałam pierwszą-lepszą taksówkę i pojechałam do Featgroov'e.Starałam się przypomnieć sobie gdzie dokładnie była
ta fabryka.Znalazłam ją po 38 minutach szukania.Gdy weszłam do środka zaczą wibrować mi telefon.Szybko wzięłam coś ciężkiego do ręki i wlnęłam w głowę
tego faceta co uderzył Harry'ego.Mężczyzna miał przy spodniach klucze do kajdanek.Najpierw zdjęłam Louis'owi taśmę z ust,a później rozpięłam kajdanki.
-Amy!Dziękuję!Kocham cie!
W tym momencie dał mi buziaka w policzek.
-Lou!Nie ma za co!Wiesz jak się o was martwimy!
-A właśnie.Gdzie Harry?
-W szpitalu.Byłam z nim tu dwa dni temu,lecz ten "strażnik" zobaczył nas przez okno.Wyszedł z fabryki i z całej siły walnął Harry'ego w twarz.Lekarze dają
mu nie wielkie szanse na przeżycie. ~Karo ;33
***
Powiem szczerze, nie mam dzisiaj nastroju i wątpie, żeby dziś pojawi się nst. rodzdział :( Przepraszam

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz