-Co?!Nie wierze.
-Ci ludzie prześladowali nas w waszym domku w lesie.
-Najpierw mnie zabierz do Harry'ego.
Później pojechliśmy do szpitala,w którym leżał ranny Harry.
-To tu.Lou,poczekaj zanim tu wejdziesz wiedz o tym,że możesz zobaczyć go ostatni raz.
-Wiem.
Ja poczekałam na zewnątrz bo już nie mogłam znieść widoku ukochanego w szpitalnym łóżku.Po 2 godzinach wyszedł Lou.
-I co pozwolili ci do niego wejśc?
-Tak.A teraz jedźmy szukać innych chłpców.
-Dobrze,ale którego?
-Jedźmy po Zayna,widziałem gdzie jedzie samochód z nim.
-Jak to?Zabrali was osobnymi samochodami?
-Tak,niestety tak.
-W jaką stronę jechał?
-Do NYC.
-O boże!Tak daleko?
-Tak.
-Dobra trzeba kupić bilety na najbliższy samolot.
-Jedziemy dzisiaj?
-A na co zwlekać?Jeżeli coś się będzie działo z Harry'm to mają do mnie dzwonić.
-Skoro tak to dobrze.
Wcale nie miałam ochoty zostawiać go tu samego,bezemnie,lecz bałam się,że jeśli nie pojedziemy to mogą nie przeżyć.W tamtej chwili oni byli ważniejsi od
Harry'ego.Odprawe mieliśmy o 15.30,a samolot o 16.00.Lecieliśmy 5 godzin.Louis wynają 2 pokoje połączone ze sobą aby jakby było coś wiadomo w sprawie Harry'ego to odrazu muc przyjść do niego.Była godzina 21.37 gdy dojechaliśmy do hotelu.Nagle zadzwonił telefon:
-Stan pacjenta się cały czas pogarsza.Nie wiadomo czy przeżyje dzisiejszą noc.Dzisiejsza noc zadecyduje o stanie zdrowia pacjenta.Zrobiliśmy wszystko co w
naszej mocy.Dobranoc.
Łzy same cisnęły mi się na policzka.Lou od razu to zauważył.
-Amy.Wiem,że chodzi o Harry'ego.Powiedz mi.Lepsza gorzka prawda od kłamstwa.
-Dobrze...z Harry'm jest coraz gorzej.Nie widomo czy przeżyje dzisiejszą noc.
-Aha...Dzięki za informację...
Całą noc nie spaliśmy bo martwiłam się o ukochanego,a Lou o przyjaciela.Z samego rana pojechaliśmy na miasto,dowiedzieć się czy tu się nie dzieje nic dziwnego.Jeden pan powiedział,że trzy przecznice z tąd słyszano o jakimś porwaniu chłopca ze znanego zespołu.Byliśmy pewni,że to chodzi o Malik'a.
Pojechaliśmy trzy przecznice od tamtego miejsca.To byłą dzielnica o nazwie "Deathfeat".Widzieliśmy,że coś tu jest nie tak.Wszystko wyglądało tak normalnie.Wszyscy byli mili i uśmiechnięci.Tylko jedna nastolatka nie była szczęśliwa.Miała koszulkę z logo One Direction.Szliśmy za nią przez godzinę.
Przez chwile poczułam się jak z Harry'm. ~Karo ;**

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz