Doszliśmy do jej domu.Schowaliśmy się w krzakach.Słychać było krzyki dochodzące jakby z piwnicy.Nagle nastolatka wyszła z domu.Wkradneliśmy się do domu.Szybko zeszliśmy po schodach i weszliśmy do piwnicy.Zobaczyliśmy pokój jakieś psychofanki.Słyszeliśmy jakieś kopanie.Zajrzałam do szafy i siedział tam...Zayn!Miał na sobie tylko bokserki, a na podłodze leżały jego ubrania.Wszyscy usłyszeliśmy kroki.Schowalismy się pod schodami, ale zadzwonił mi telefon.Zaczęliśmy uciekać co sił w nogach i jak wkońcu uciekliśmy odebrałam telefon:
Witam. Tu doktor Smith.Proszę aby pani natychmiast przyjechała do szpitala. Pan Styles pragnie się z panią spotkać natychmiast!
-Dobrze.Już jadę.
Musimy się pospieszyć, a jeżeli już nie zobacze Harry'ego, a co jeśli stracę miłość swojego życia? Pragnę wykrzyczeć światu, że kocham Harry'ego.
Zayn ubrał się szybko bo spojrzał na Lou i wiedział, że coś się dzieje.Razem z Tommo i Malik'iem polecieliśmy do Londynu.Lou wziął moje walizki a ja z Zayn'em pobiegliśmy do sali, gdzie leżał Harry.Lekarz stał przy nim, ale Styles się uśmiechał.Wtedy spytałam:
-Co się śmiejesz?Tyle nocy nie przespanych a ty się zwyczajnie do mnie śmiejesz?
-Ja się nie śmieje.
-To co?
-Ja się cieszę na Twój widok.
Wtedy chciałam go pocałować, ale zastanawiałam się czy to dobry pomysł.Nagle Hazz powiedział:
-Zayn, Louis to moja dziewczyna, Amy.
Mnie zamurowało, chłopaków też.Nastała minuta ciszy.:
-Harry,dobry wybór. - Powiedział Zayn.
-Twoja dziewczyna ma dobre serce.Uratowała Zayn'a, gdy byłeś w szpitalu, ale wogóle o Tobie nie przestała myśleć.Kto wie co by teraz było z Zayn'em gdyby nie Amy. -Lou dodał.
Wtedy bez namysłu schyliłam się do Stylsa i wpiłam się w jego usta.Wszystkie wspomnienia wróciły.Tamta noc, pierwszy pocałunek z nim, jaki był opiekuńczy.Kocham go. Chcę z nim być do końca moich dni, ale jeśli on niechce?Jeżeli nie to się zabije....Nie wytrzymam bez niego.Ale teraz o tym nie myśle. Teraz myślę czy on wyjdzie ze szpitala.Okazało się, że mogę zabrać go do domu.
-Pani Angel. może pani zabrać przyjaciela do... -Nie zdążył dokończyć zanim Harry przerwał.
-Chłopaka. panie doktorze.
-Dobrze to może pani zabrać swojego chłopaka do domu. -Z wielkim akcentem doktor podkreślił "chłopak".
Jechaliśmy do domu.Tommo prowadził.Dojechaliśmy do domu chłopców.
-Dobra to my Zayn'em musimy iść.Może znajdziemy Liama.
Wtedy Lou i Zayn wyszli z domu.Ja z Harry'm zostałam sam na sam.Bez słów zaczeliśmy się całować.
Rano obudziłam się w ramionach Hazzy.
-Harry, kocham cię. -Powiedziałam szeptem zaczynając bawić się jego loczkami.
-Amy jesteś dla mnie najważniejsza.
-Przepraszam.Obudziłam cię?
-Nie.Od godziny patrzę na ciebie.
-Ooo kocham cię. -Poszłam do łazienki się ubrać i ogarnąć.Nagle usłyszałam jakieś krzyki.To był Louis.
***
Kocham was, wiecie? ~Karo <3
poniedziałek, 28 października 2013
czwartek, 24 października 2013
Sorka ~Karo
Przepraszam, ale ani dzisiaj ani jutro raczej się nic nie pojawi, ponieważ mam strasznego doła i raczej nikt nie zdoła mnie pocieszyć :( Przepraszam ~Karoo
wtorek, 22 października 2013
Przepraszam !!! :(
Przepraszam, że wczoraj i dzisiaj nic nie dodałam ale niestety nie miałam czasu ;// Jutro kończę wcześniej, bo idę na konkurs to coś wstawię :** a teraz #JEDNOKIERUNKOWYCH !!! <333
/Najla xx
/Najla xx
poniedziałek, 21 października 2013
Imagin z Harrym #4 Od Karo ;33
-Co?!Nie wierze.
-Ci ludzie prześladowali nas w waszym domku w lesie.
-Najpierw mnie zabierz do Harry'ego.
Później pojechliśmy do szpitala,w którym leżał ranny Harry.
-To tu.Lou,poczekaj zanim tu wejdziesz wiedz o tym,że możesz zobaczyć go ostatni raz.
-Wiem.
Ja poczekałam na zewnątrz bo już nie mogłam znieść widoku ukochanego w szpitalnym łóżku.Po 2 godzinach wyszedł Lou.
-I co pozwolili ci do niego wejśc?
-Tak.A teraz jedźmy szukać innych chłpców.
-Dobrze,ale którego?
-Jedźmy po Zayna,widziałem gdzie jedzie samochód z nim.
-Jak to?Zabrali was osobnymi samochodami?
-Tak,niestety tak.
-W jaką stronę jechał?
-Do NYC.
-O boże!Tak daleko?
-Tak.
-Dobra trzeba kupić bilety na najbliższy samolot.
-Jedziemy dzisiaj?
-A na co zwlekać?Jeżeli coś się będzie działo z Harry'm to mają do mnie dzwonić.
-Skoro tak to dobrze.
Wcale nie miałam ochoty zostawiać go tu samego,bezemnie,lecz bałam się,że jeśli nie pojedziemy to mogą nie przeżyć.W tamtej chwili oni byli ważniejsi od
Harry'ego.Odprawe mieliśmy o 15.30,a samolot o 16.00.Lecieliśmy 5 godzin.Louis wynają 2 pokoje połączone ze sobą aby jakby było coś wiadomo w sprawie Harry'ego to odrazu muc przyjść do niego.Była godzina 21.37 gdy dojechaliśmy do hotelu.Nagle zadzwonił telefon:
-Stan pacjenta się cały czas pogarsza.Nie wiadomo czy przeżyje dzisiejszą noc.Dzisiejsza noc zadecyduje o stanie zdrowia pacjenta.Zrobiliśmy wszystko co w
naszej mocy.Dobranoc.
Łzy same cisnęły mi się na policzka.Lou od razu to zauważył.
-Amy.Wiem,że chodzi o Harry'ego.Powiedz mi.Lepsza gorzka prawda od kłamstwa.
-Dobrze...z Harry'm jest coraz gorzej.Nie widomo czy przeżyje dzisiejszą noc.
-Aha...Dzięki za informację...
Całą noc nie spaliśmy bo martwiłam się o ukochanego,a Lou o przyjaciela.Z samego rana pojechaliśmy na miasto,dowiedzieć się czy tu się nie dzieje nic dziwnego.Jeden pan powiedział,że trzy przecznice z tąd słyszano o jakimś porwaniu chłopca ze znanego zespołu.Byliśmy pewni,że to chodzi o Malik'a.
Pojechaliśmy trzy przecznice od tamtego miejsca.To byłą dzielnica o nazwie "Deathfeat".Widzieliśmy,że coś tu jest nie tak.Wszystko wyglądało tak normalnie.Wszyscy byli mili i uśmiechnięci.Tylko jedna nastolatka nie była szczęśliwa.Miała koszulkę z logo One Direction.Szliśmy za nią przez godzinę.
Przez chwile poczułam się jak z Harry'm. ~Karo ;**
-Ci ludzie prześladowali nas w waszym domku w lesie.
-Najpierw mnie zabierz do Harry'ego.
Później pojechliśmy do szpitala,w którym leżał ranny Harry.
-To tu.Lou,poczekaj zanim tu wejdziesz wiedz o tym,że możesz zobaczyć go ostatni raz.
-Wiem.
Ja poczekałam na zewnątrz bo już nie mogłam znieść widoku ukochanego w szpitalnym łóżku.Po 2 godzinach wyszedł Lou.
-I co pozwolili ci do niego wejśc?
-Tak.A teraz jedźmy szukać innych chłpców.
-Dobrze,ale którego?
-Jedźmy po Zayna,widziałem gdzie jedzie samochód z nim.
-Jak to?Zabrali was osobnymi samochodami?
-Tak,niestety tak.
-W jaką stronę jechał?
-Do NYC.
-O boże!Tak daleko?
-Tak.
-Dobra trzeba kupić bilety na najbliższy samolot.
-Jedziemy dzisiaj?
-A na co zwlekać?Jeżeli coś się będzie działo z Harry'm to mają do mnie dzwonić.
-Skoro tak to dobrze.
Wcale nie miałam ochoty zostawiać go tu samego,bezemnie,lecz bałam się,że jeśli nie pojedziemy to mogą nie przeżyć.W tamtej chwili oni byli ważniejsi od
Harry'ego.Odprawe mieliśmy o 15.30,a samolot o 16.00.Lecieliśmy 5 godzin.Louis wynają 2 pokoje połączone ze sobą aby jakby było coś wiadomo w sprawie Harry'ego to odrazu muc przyjść do niego.Była godzina 21.37 gdy dojechaliśmy do hotelu.Nagle zadzwonił telefon:
-Stan pacjenta się cały czas pogarsza.Nie wiadomo czy przeżyje dzisiejszą noc.Dzisiejsza noc zadecyduje o stanie zdrowia pacjenta.Zrobiliśmy wszystko co w
naszej mocy.Dobranoc.
Łzy same cisnęły mi się na policzka.Lou od razu to zauważył.
-Amy.Wiem,że chodzi o Harry'ego.Powiedz mi.Lepsza gorzka prawda od kłamstwa.
-Dobrze...z Harry'm jest coraz gorzej.Nie widomo czy przeżyje dzisiejszą noc.
-Aha...Dzięki za informację...
Całą noc nie spaliśmy bo martwiłam się o ukochanego,a Lou o przyjaciela.Z samego rana pojechaliśmy na miasto,dowiedzieć się czy tu się nie dzieje nic dziwnego.Jeden pan powiedział,że trzy przecznice z tąd słyszano o jakimś porwaniu chłopca ze znanego zespołu.Byliśmy pewni,że to chodzi o Malik'a.
Pojechaliśmy trzy przecznice od tamtego miejsca.To byłą dzielnica o nazwie "Deathfeat".Widzieliśmy,że coś tu jest nie tak.Wszystko wyglądało tak normalnie.Wszyscy byli mili i uśmiechnięci.Tylko jedna nastolatka nie była szczęśliwa.Miała koszulkę z logo One Direction.Szliśmy za nią przez godzinę.
Przez chwile poczułam się jak z Harry'm. ~Karo ;**
niedziela, 20 października 2013
"Another World" : 5 by Najla
***
* z perspektywy Jade*
Pierwszy raz w życiu spróbowałam tego... Krew polała się mojego nadgarstka.. Usłyszałam głos Danielle.
- Jade !!!!! Co ty wyprawiasz ?
- Nie poradzę sobie jeżeli on umrze! - Powiedziałam
- Jade, trzeba wierzyć! Musimy się nawzajem wspierać! Obiecaj mi, że nigdy już tego nie zrobisz!
- .....
- Jade!
- No ... dobrze - wcale nie chciałam jej tego obiecywać bo wiedziałam, że tego nie dotrzymam. To wszystko mnie przerastało.
- Wracajmy do szpitala... Trzeba wspierać chłopaków - powiedziała Dan i posmutniała. - Czy lekarz powiedział ci to samo co mi ? O tym, że potrzebny jest cud ? -spytała a po jej policzku popłynęła łza.
- Tak..... - odparłam.
- Bardzo chciałabym, żeby Liam teraz tu był - zaczęła płakać.
- Ej, a kto mi mówił, że trzeba wierzyć ?
-...
- Dobra chodź idziemy zobaczyć chłopaków...
Doszłyśmy do sali w której leżał Niall ale nie było Harry'ego.. Okazało się, że Liam i Niall będą leżeć w tym pokoju, a chłopcy w drugim bo Harry nie miał towarzystwa... znaczy miał ale.... no właśnie zawsze musi być jakieś ale....
weszłyśmy do sali Lou, Harry'ego i Zayn'a gadaliśmy o wszystkim i o niczym, żeby poprawić sobie humor. Po godzinie poszłam do Niall'a. On nadal spał.. Nie mogłam w to uwierzyć. Myślałam, że on zaraz się obudzi i wyjdziemy z tąd przytuleni do siebie. Ale to była tylko moja wyobraźnia...
I tak było codziennie aż minął miesiąc, potem kolejny i następny. Wszystkie koncerty zostały odwołane... Liam i Niall nadal się nie wybudzili... Reszta ma się dobrze.. są szczęsliwi ale ja i Danielle nadal cierpimy. Z dnia na dzień przybywało co raz więcej blizn na moich rękach. Razem z Danielle próbujemy się jakoś trzymać ale jest to trudne. Reszta nas wspiera ale to i tak nie zastępuje nam ICH...
Gdy pewnego dnia siedziałam u chłopaków lekarz powiedział nam, że jest lepiej ale to i tak o niczym nie świadczy.. Z każdym dniem może się pogorszyć i nadal nikt nie widzi przyszłości dla nich.. i dla nas...
*Z perspektywy Harry'ego*
Z Jade zbliżyliśmy się do siebie. Można powiedzieć, że jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. Pomagamy sobie w trudnych chwilach, a szczególnie ja jej. Nadal łudzimy się wszyscy, że chłopcy się obudzą ale ja przestaję już wierzyć...
* z perspektywy Jade*
Gdy siedziałam, Na łóżku Niall'a i trzymałam jego dłoń coś tak jakby się poruszyło... On ścisnął moją dłoń! Zawołałam lekarza ale on ostudził mój zapał i powiedział, że to niemożliwe... Ale ja i tak wierzyłam, że mój ukochany się obudzi a to dodało mi jeszcze więcej wiary.....
***
/Najla xx
Mam nadzieję,że trochę się podobały te flaki z olejem :p
#Jednokierunkowych kochani <3
* z perspektywy Jade*
Pierwszy raz w życiu spróbowałam tego... Krew polała się mojego nadgarstka.. Usłyszałam głos Danielle.
- Jade !!!!! Co ty wyprawiasz ?
- Nie poradzę sobie jeżeli on umrze! - Powiedziałam
- Jade, trzeba wierzyć! Musimy się nawzajem wspierać! Obiecaj mi, że nigdy już tego nie zrobisz!
- .....
- Jade!
- No ... dobrze - wcale nie chciałam jej tego obiecywać bo wiedziałam, że tego nie dotrzymam. To wszystko mnie przerastało.
- Wracajmy do szpitala... Trzeba wspierać chłopaków - powiedziała Dan i posmutniała. - Czy lekarz powiedział ci to samo co mi ? O tym, że potrzebny jest cud ? -spytała a po jej policzku popłynęła łza.
- Tak..... - odparłam.
- Bardzo chciałabym, żeby Liam teraz tu był - zaczęła płakać.
- Ej, a kto mi mówił, że trzeba wierzyć ?
-...
- Dobra chodź idziemy zobaczyć chłopaków...
Doszłyśmy do sali w której leżał Niall ale nie było Harry'ego.. Okazało się, że Liam i Niall będą leżeć w tym pokoju, a chłopcy w drugim bo Harry nie miał towarzystwa... znaczy miał ale.... no właśnie zawsze musi być jakieś ale....
weszłyśmy do sali Lou, Harry'ego i Zayn'a gadaliśmy o wszystkim i o niczym, żeby poprawić sobie humor. Po godzinie poszłam do Niall'a. On nadal spał.. Nie mogłam w to uwierzyć. Myślałam, że on zaraz się obudzi i wyjdziemy z tąd przytuleni do siebie. Ale to była tylko moja wyobraźnia...
I tak było codziennie aż minął miesiąc, potem kolejny i następny. Wszystkie koncerty zostały odwołane... Liam i Niall nadal się nie wybudzili... Reszta ma się dobrze.. są szczęsliwi ale ja i Danielle nadal cierpimy. Z dnia na dzień przybywało co raz więcej blizn na moich rękach. Razem z Danielle próbujemy się jakoś trzymać ale jest to trudne. Reszta nas wspiera ale to i tak nie zastępuje nam ICH...
Gdy pewnego dnia siedziałam u chłopaków lekarz powiedział nam, że jest lepiej ale to i tak o niczym nie świadczy.. Z każdym dniem może się pogorszyć i nadal nikt nie widzi przyszłości dla nich.. i dla nas...
*Z perspektywy Harry'ego*
Z Jade zbliżyliśmy się do siebie. Można powiedzieć, że jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. Pomagamy sobie w trudnych chwilach, a szczególnie ja jej. Nadal łudzimy się wszyscy, że chłopcy się obudzą ale ja przestaję już wierzyć...
* z perspektywy Jade*
Gdy siedziałam, Na łóżku Niall'a i trzymałam jego dłoń coś tak jakby się poruszyło... On ścisnął moją dłoń! Zawołałam lekarza ale on ostudził mój zapał i powiedział, że to niemożliwe... Ale ja i tak wierzyłam, że mój ukochany się obudzi a to dodało mi jeszcze więcej wiary.....
***
/Najla xx
Mam nadzieję,że trochę się podobały te flaki z olejem :p
#Jednokierunkowych kochani <3
Ogłoszenie!
Mam takie ogłoszenie.. :)
Rozdziały będą się pojawiały tak co 2 dni, ponieważ sami rozumiecie, że są obowiązki związane ze szkołą,
Piszę jak tylko mogę, ale czasem jest to wyższe ode mnie ;/ 5 część jest w trakcie pisania, ale muszę się jeszcze pouczyć do sprawdzianu :(
W piątki i soboty rozdziały będą sie pojawiały regularnie :) Chyba, że coś wypadnie ale zostaniecie o tym poinformowani ;)
/Najla xx
Rozdziały będą się pojawiały tak co 2 dni, ponieważ sami rozumiecie, że są obowiązki związane ze szkołą,
Piszę jak tylko mogę, ale czasem jest to wyższe ode mnie ;/ 5 część jest w trakcie pisania, ale muszę się jeszcze pouczyć do sprawdzianu :(
W piątki i soboty rozdziały będą sie pojawiały regularnie :) Chyba, że coś wypadnie ale zostaniecie o tym poinformowani ;)
/Najla xx
sobota, 19 października 2013
Imagin z Harrym #3 Od Karo ;3
-Co się stało?
-Był tu ten faceti żądał okupu,a ja powiedziałem,że żadnej kasy nie dostanie i niech oddaje moich kumpli.
-Co!!?? Chwila..Chwila.. Był tu ten facet co nas nachodził i żądał okupu za chłopców?
-Tak. No mniej-więcej.
-Ile chciał?
-100.000 na głowe.
-400.000? Nie no nie wierze... Powiedział gdzie mamy ten okup przynieś?
-Na ulicę Dickens'a 3847/2943
-Ok to powiemy to policji i oni tam pojadą.
-Dobry plan.
Wtedy Harry zadzwonił na policję i zawiadomił o zaistniałej sytuacji.Policja powiedziała,że już nie zajmuje się tą sprawą,a ostatnim razem mówili,że
jak mamy jakiś ślad to mamy dzwonić.Harry usiadł w fotelu i zaniemówił:
-Harry!Nie możemy się tym zamartwiać!Sami zajmiemy się tą sprawą.Ja tego tak nie zostawie.
-Amy,ubieraj się i jedziemy do "Zakazanej dzielnicy"
-Nie mam zamiaru tam wracać...
-Co?Byłaś tam sama?W nocy?ZWARIOWAŁAŚ!
-Nie ..poprostu chciałam Ci zrekompensować to,że ci dałam kosza...
-Nie dałaś mi kosza tylko chcesz poczekać jak chłopcy już tu będą.Rozumiem cię.
-Serio?Tak się cieszę.
Wtedy z radości objęłam Harry'ego.Później pojechaliśmy do "Zakazanej dzielnicy".Tym razem czułam się bezpieczniej bo był ze mną mój ukochany.
W jednym z okien zobaczyliśmy kremowy loczek Zayn'a.Próbowaliśmy dostać się do tego pomieszczenia,lecz było ono zamknięte na siedem spóstów.
Nagle naszła mnie dzika myśl:
-Znajdź coś ciężkiego i wybijemy okno.
-Dobra,ale musisz coś wiedzieć...
-Co?!
-To sklep z perukami.
-Aha...to...szukajmy dalej.
Wtedy poszliśmy dalej.Koło nas przechdziło wiele podejrzanych facetów.Jeden z nich miał w kieszeni chustkę.
-Amy!To chustka Louis'a!Dałem mu ją na urodziny!
-Serio?Chodźmy za nim.Może zaprowadzi nas do nich.
Przez 40 minut szliśmy za tym gościem.Nagle doszliśmy do opuszczonej fabryki.Tam był Lou przykuty do jednej z rur.
-Harry to Lou!
-Ale gdzie reszta?
-Nie wiem.Najpierw uwolnijmy Louis'a,a potem się zastanowimy.
Byłam taka zadowolona,że nie zobaczyłam wielkiego faceta,który nas zobaczył przez okno.Nagle facet wyszedł z fabryki.Uderzył Harry'ego prosto w twarz,
a ja zaczełam płakać i panikować.Natychmiast zadzwoniłam na pogotowie.Siedziałam przy nim całe dnie i noce.Także nie mogłam przestać
myśleć o biednym Lou.Lekarze nie dawali Harry'emu zbyt wiele szans na przeżycie.Postanowiłam wybrać się sama by uratować Louis'a.
Wiedziałam,że to może ostatni raz kiedy widziałam Harry'ego więc ostatni raz go pocałowałam.Łzy płynęły mi po policzku,lecz wiedziałam,że muszę to
zrobić.Szybko wybiegłam ze szpitala i złapałam pierwszą-lepszą taksówkę i pojechałam do Featgroov'e.Starałam się przypomnieć sobie gdzie dokładnie była
ta fabryka.Znalazłam ją po 38 minutach szukania.Gdy weszłam do środka zaczą wibrować mi telefon.Szybko wzięłam coś ciężkiego do ręki i wlnęłam w głowę
tego faceta co uderzył Harry'ego.Mężczyzna miał przy spodniach klucze do kajdanek.Najpierw zdjęłam Louis'owi taśmę z ust,a później rozpięłam kajdanki.
-Amy!Dziękuję!Kocham cie!
W tym momencie dał mi buziaka w policzek.
-Lou!Nie ma za co!Wiesz jak się o was martwimy!
-A właśnie.Gdzie Harry?
-W szpitalu.Byłam z nim tu dwa dni temu,lecz ten "strażnik" zobaczył nas przez okno.Wyszedł z fabryki i z całej siły walnął Harry'ego w twarz.Lekarze dają
mu nie wielkie szanse na przeżycie. ~Karo ;33
***
Powiem szczerze, nie mam dzisiaj nastroju i wątpie, żeby dziś pojawi się nst. rodzdział :( Przepraszam
-Był tu ten faceti żądał okupu,a ja powiedziałem,że żadnej kasy nie dostanie i niech oddaje moich kumpli.
-Co!!?? Chwila..Chwila.. Był tu ten facet co nas nachodził i żądał okupu za chłopców?
-Tak. No mniej-więcej.
-Ile chciał?
-100.000 na głowe.
-400.000? Nie no nie wierze... Powiedział gdzie mamy ten okup przynieś?
-Na ulicę Dickens'a 3847/2943
-Ok to powiemy to policji i oni tam pojadą.
-Dobry plan.
Wtedy Harry zadzwonił na policję i zawiadomił o zaistniałej sytuacji.Policja powiedziała,że już nie zajmuje się tą sprawą,a ostatnim razem mówili,że
jak mamy jakiś ślad to mamy dzwonić.Harry usiadł w fotelu i zaniemówił:
-Harry!Nie możemy się tym zamartwiać!Sami zajmiemy się tą sprawą.Ja tego tak nie zostawie.
-Amy,ubieraj się i jedziemy do "Zakazanej dzielnicy"
-Nie mam zamiaru tam wracać...
-Co?Byłaś tam sama?W nocy?ZWARIOWAŁAŚ!
-Nie ..poprostu chciałam Ci zrekompensować to,że ci dałam kosza...
-Nie dałaś mi kosza tylko chcesz poczekać jak chłopcy już tu będą.Rozumiem cię.
-Serio?Tak się cieszę.
Wtedy z radości objęłam Harry'ego.Później pojechaliśmy do "Zakazanej dzielnicy".Tym razem czułam się bezpieczniej bo był ze mną mój ukochany.
W jednym z okien zobaczyliśmy kremowy loczek Zayn'a.Próbowaliśmy dostać się do tego pomieszczenia,lecz było ono zamknięte na siedem spóstów.
Nagle naszła mnie dzika myśl:
-Znajdź coś ciężkiego i wybijemy okno.
-Dobra,ale musisz coś wiedzieć...
-Co?!
-To sklep z perukami.
-Aha...to...szukajmy dalej.
Wtedy poszliśmy dalej.Koło nas przechdziło wiele podejrzanych facetów.Jeden z nich miał w kieszeni chustkę.
-Amy!To chustka Louis'a!Dałem mu ją na urodziny!
-Serio?Chodźmy za nim.Może zaprowadzi nas do nich.
Przez 40 minut szliśmy za tym gościem.Nagle doszliśmy do opuszczonej fabryki.Tam był Lou przykuty do jednej z rur.
-Harry to Lou!
-Ale gdzie reszta?
-Nie wiem.Najpierw uwolnijmy Louis'a,a potem się zastanowimy.
Byłam taka zadowolona,że nie zobaczyłam wielkiego faceta,który nas zobaczył przez okno.Nagle facet wyszedł z fabryki.Uderzył Harry'ego prosto w twarz,
a ja zaczełam płakać i panikować.Natychmiast zadzwoniłam na pogotowie.Siedziałam przy nim całe dnie i noce.Także nie mogłam przestać
myśleć o biednym Lou.Lekarze nie dawali Harry'emu zbyt wiele szans na przeżycie.Postanowiłam wybrać się sama by uratować Louis'a.
Wiedziałam,że to może ostatni raz kiedy widziałam Harry'ego więc ostatni raz go pocałowałam.Łzy płynęły mi po policzku,lecz wiedziałam,że muszę to
zrobić.Szybko wybiegłam ze szpitala i złapałam pierwszą-lepszą taksówkę i pojechałam do Featgroov'e.Starałam się przypomnieć sobie gdzie dokładnie była
ta fabryka.Znalazłam ją po 38 minutach szukania.Gdy weszłam do środka zaczą wibrować mi telefon.Szybko wzięłam coś ciężkiego do ręki i wlnęłam w głowę
tego faceta co uderzył Harry'ego.Mężczyzna miał przy spodniach klucze do kajdanek.Najpierw zdjęłam Louis'owi taśmę z ust,a później rozpięłam kajdanki.
-Amy!Dziękuję!Kocham cie!
W tym momencie dał mi buziaka w policzek.
-Lou!Nie ma za co!Wiesz jak się o was martwimy!
-A właśnie.Gdzie Harry?
-W szpitalu.Byłam z nim tu dwa dni temu,lecz ten "strażnik" zobaczył nas przez okno.Wyszedł z fabryki i z całej siły walnął Harry'ego w twarz.Lekarze dają
mu nie wielkie szanse na przeżycie. ~Karo ;33
***
Powiem szczerze, nie mam dzisiaj nastroju i wątpie, żeby dziś pojawi się nst. rodzdział :( Przepraszam
Subskrybuj:
Posty (Atom)




